O autorach
Nazywamy się Joanna i Andrzej Skulski (socjolog i gastronom), od 15 lat jesteśmy przyjaciółmi, od 10 razem i od 8 lat małżeństwem. Może to zabrzmi dziwnie, ale od 10 lat jesteśmy też małżeństwem ze Schizofrenią. Chorobą? Fenomenem? Czy czymś wciąż jeszcze nie odkrytym (taki opis często usłyszymy w kuluarowych rozmowach środowisk psychiatrycznych)? Od 2002 roku żyjemy w Berlinie, Joanna jest Polką, ja obywatelem niemieckim, którego rodzimym językiem jest jęz. polski.
Schizofrenia dotknęła Joannę w roku 2000. W międzyczasie jest tak, że od wielu lat żyje ona bez żadnych leków, w stałej harmonii z głosami i udało się jej znaleźć równowagę pomiędzy światami, które się nagle pojawiły, odnaleźć się w nich i je zrozumieć. Oczywiście nie zawsze tak było. W latach 2002-2004 cierpiała na skutek głębokiej depresji, płakała wtedy niemal bez przerwy modląc się do Boga dzień w dzień o śmierć. Jako mąż już od samego początku, tj. od 2000 r., zostawiłem wszystko i pozostałem z nią przez następne lata non stop 24 godziny na dobę, gdyż w całej tej "schizofrenicznej rzeczywistości" widziałem więcej sensu, niż szaleństwa.
I, jak to w małżeństwie bywa, nie zawsze było łatwo, tym bardziej, że we troje, ale w małżeństwie tym nikt nigdy nie był chorym (czy też pacjentem), zagubionym wśród zdrowych (czyli normalnych) członkow rodziny lub profesjonalistów. Ci ostatni tak naprawdę w zacisznych kuluarach lekarskich sympozjów sami przyznają się do tego, że nie wiedzą, z czym tak do konca maja do czynienia i czym jest Schizofrenia, a lekarstwa na "to" nie mają. Nasza trójka w pewnym sensie tak. TAK (!), gdyż udało nam się „poukładać” życie z tym trzecim członkiem rodziny. Na naszej drodze postępowania podstawą przemyśleń w tych „małżeńskich kłótniach” nie była jednak płaszczyzna biologiczna, jak w postępowaniu dzisiejszej nauki wobec Schizofrenii, a niezmordowane zaufanie w zdrowie i inteligencję wszystkich trzech czlonków „naszego związku”.
Dlatego właśnie o tym naszym „TRIO-Małżenskim” czujemy się w obowiązku złożyć relację i poinformować o prywatnych doświadczeniach, badaniach i poszukiwaniach w znalezieniu balansu pomiędzy światami, które pojawiły się niby nie wiadomo skąd i o niewyobrażalnej harmonii, która powstała na gruncie tej trojakiej komunikacji pomiedzy Schizofrenią, kobietą i mężczyzną, czyli o naszym „domowym Trialogu” będącym na naszej rodzinnej płaszczyźnie porozumieniem pomiędzy nami.
Mamy nadzieję, że teoria ta, nasze przemyślenia, doświadczenia i wnioski, jak również inne informacje (spoza oficjalnych, uginających się psychiatrycznych półek książkowych) pomogą innym ludziom, zetknietym ze Schizofrenią, na odnalezienie samych siebie, na nauczenie się i zrozumienie Fenomenu Schizofrenii na nowo, obchodzenia się z Nią w taki sposób, aby życie pokonywać, pomimo wszelkich „niepowodzeń” (kolejnych prób) z uśmiechem i bez lęków, a rozwijać się w pozytywnej, ładującej nas energii.
Berlin, luty 2010